Alpaka w bagnie Westerplatte

Co wam powiem, to wam powiem. Tej wiosny oprowadzałem jakieś 10 wycieczek po Westerplatte. Polubiłem oprowadzanie po tym historycznym miejscu, bo jakiś czas temu wpadłem na pomysł jak to robić inaczej. Od tamtej pory stajemy z dziećmi na łące i robimy małą dramę. Wszystko fajnie, im się podoba, mi też.
Z tych wszystkich oprowadzań boli mnie tylko komercjalizacja, która nas otacza. No bo skoro większość grup to grupy szkolne to możemy tam kupić masę pamiątek. Diabełki, które wkurzają nauczycieli i śmierdzą, maski z twarzami polityków, figurki, magnesy na lodówkę. Najgorsze dla mnie były jednak tęczowe alpaki lub lamy.
Dwukrotnie tak miałem, że tłumiłem w sobie irytację "level 100". Człowiek się wczuwa, mówi o ofiarach wojny, poświęceniu, świetnym przygotowaniu, wartowniach, ogniu krzyżowym by po minucie znaleźć się... w krzyżowym ogniu pytań: "Kiedy będziemy przy alpakach bo muszę kupić!"

45 zł za takie coś.

Druga sprawa to polityzacja Westerplatte. Co chwilę kamery, politycy robiący konferencje prasowe, pojedynek na tablice. Jedni chcą odbudować i zabrać, inni mówią o 3 koncepcjach i zaborze. Merytoryki niewiele, obie strony mają sporo racji, ale argumentami posługują się tylko dla celów politycznych. Marzę o kompromisie.
IMG_20190621_125935.jpg
O tempora o mores!
IMG_20190619_125132.jpg Płynie sobie do nas rosyjski węgiel